Ekranizacja powieści Thomasa Harrisa, który sam pracował nad adaptacją na potrzeby filmu "Autora widmo" to rzecz na którą długo zarówno widzowie jak i krytycy. Dlaczego? No cóż, mimo tzw. inteligentnego kina, które ostatnio jest najczęściej też kinem niezależnym, brakuje interesujących filmów, których twórcy nie traktują widzów jak idiotów.
Nie wiem od której strony zacząć :) Świetne dialogi - nie powtarzają się kwestie, nie jest rozstrząsany dany problem przez pół filmu, żeby bohaterowie mogli go zrozumieć. BA! Czasem nawet nie ma słów. Zresztą to nie powinno dziwić to kino w którym funkcjonuje słowo, obraz i dźwięk/muzyka. Intryga jest zajmująca, mimo że mamy podane wiele informacji zachodzimy w głowę JAK. Zajebiste ujęcia, oświetlenie. Myślałem, że to było możliwe tylko lat temu co najmniej 40. Deszczowo, pochmurnie, a jednak zostało uchwycone rozproszone światło a postacie nie są czarne. Dodatkowo część ujęć, kadrów to prostu miód na oczy :D Naprawdę, myślałem, że takich ujęć już nie zobaczę w kinie. Gra aktorska jest przednia. Casting przeprowadzony był świetnie. Każda persona na ekranie jest na właściwym miejscu. Nic mi nie zgrzytało, gdy się ten czy tamten pojawił na ekranie. A muzyka? No w końcu coś za czym tęskniłem w kryminalnym filmie. Nie jakieś mroczne tunes, ale porządna muzyka grana przez orkiestrę wprowadzająca w klimat lekkiego obłędu.
Swoją drogą miewałem wrażenie, że oglądam jakiś zaginiony film Alfreda Hitchcocka, tylko takie elementy jak telefon komórkowy czy notebook przywracały mój zachwyt w stronę Polańskiego. Neo-noir w najlepszym wydaniu :D O fabule nie napiszę zbyt wiele, bo nie chcę zdradzać całości. Naprawdę miło się ogląda. Czerpie wręcz fizyczną przyjemność. Po seansie na schodkach ludzie żywo rozmawiali o tym co widzieli, zachwyt nad tym co przed chwilą obejrzeli. Nie tylko zdawkowe "zajebiste", "no, może być".
A więc fabuła. Tytułowy bohater autor widmo to pisarz, który wynajmuje się do napisania za kogoś powieści (autobiografii). W środowisku jest uważany za szybkiego i rzetelnego. Wraz z agentem udaje się do wydawnictwa gdzie ma zostać czarnuchem (w naszym języku nie istnieje pojęcia "autora widmo") Adama Langa, byłego premiera Wielkiej Brytanii. Z tego powodu musi ruszyć tyłek i udać się do Stanów Zjednoczonych gdzie znajduje się pierwsza wersja powieści. W całej tej imprezie jest jednak cień zmarłego poprzedniego czarnucha. Jakby tego było mało, Adam Lang zostaje oskarżony o zbrodnie wojenne... Zdecydowanie polecam!
Produkcja zalicza się do filmów z etykietką dziwnych. Istotnie jest trochę nietypowa :) Chirstian Slater wcielił się w postać Boba Maconela, inżyniera, który nienawidzi calym sercem swojej pracy i ludzi. Nie ma osobistego życia, no chyba, by zaliczyć rozmowy z rybką... która mu odpowiada. Bob codziennie w pracy pod biurkiem ściska pistolet i wylicza kogo zabije i za co. Pewnego dnia upada mu kula, szybko nurkuje pod biurko. I nagle słyszy odgłosy strzałów. Okazało się, że jego plan nie był oryginalny. Tyle, że innemu pracownikowi skończyła się cierpliwość. Bob nie jest specjalnie zaszokowany, reaguje dopiero kiedy morderca celuje w stronę Vanessy (Elisha Cuthbert). Dziewczynę, którą wszyscy lubią głównie za jej uśmiech. Bob zabija "kumpla" i zostaje nagle bohaterem. Awansuje. Życie się nagle dla niego zmieniło. Ci, którzy na niego wrzeszczeli są jego przyjaciółmi. Jednak Vanessa, która w wyniku strzelaniny zostaje sparaliżowana prosi, by Maconel odebrał jej życie.
Trochę pachnie klimatem "Prawdziwego romansu", ale tylko pachnie. Świetne aktorstwo, niesamowita historia (choć początek całkiem zwyczajna). Polecam.
Ron Howard reżyser "Kokonu", "Willow", niedawno opisywanego na łamach blogu "Frost/Nixon", wziął się za kolejną ekranizację powieści Dana Browna. Szczerze powiedziawszy nie zdzierżyłem, żadnej książki tego pana. Ale nic to, diler twierdził, że towar może mi podpasuje. Miał rację. Ten film to nie są smuty w stylu "Kodu Da Vinciego", w których nic się nie dzieje, a jedynym zaskoczeniem miała być wiedza, której nie uczą zwykle w szkołach ponadgimnazjalnych (określenie "średnie" jest już passé). W kolejnej odsłonie spisku ma miejsce akcja. Nie wiem czy dlatego, że powieść inaczej traktuje temat czy jest interwencja sił wyższych (producent, mamona... chociaż to powinny być synonimy :) sprawa "szokowania" faktami historycznymi (oraz swobodną interpretacją) została potraktowana marginalnie. Do pomocy zostaje zaproszony Robert Langdon (znany z "Kodu..." Tom Hanks, teraz odtłuszczony). Ktoś po śmierci papieża porwał czterech kardynałów w Watykanie. Nieco wcześniej w Szwajcarii, w (a właściwie pod) Cernie zostaje dmuchnięta próbka antymateria uzyskana w akceleratorze LHC (hę? :D Jegomość, który uczynił zamach na czterech kardynałów i dmuchnął antymaterię wystosował telewizyjny przekaz do służb bezpieczeństwa Watykanu wideostradę. Od godziny 20 (włącznie), będzie zabijał jednego kardynała, by o północy rozświetlić antymaterią Watykan (duże bum). Pod tym wszystkim podpisal się klub Iluminati. I tutaj Langdon może popisać się swoją wiedzą i znajomością historii, którą będzie aktywnie wspierał funkcjonuriuszy prawa w prowadzeniu śledztwa. Z punktu widzenia naukowego na chwilę obecną - zmagazynowanie takiej ilości antymaterii, by mogła zrobić duże bum, jest nierealne. Również z naukowego, ale i praktycznego, jest trochę dziwne, że znawca (wspominany Langdon), w dodatku bystry nie za bardzo zna wymarłe języki (w pracy musi mieć strasznie dużo asystentów :D Pominąwszy to i parę potknięć w fabule, film prezentuje się świetnie. Przez bite dwie godziny rozgrywa się akcja, która już zawiązuje się w pierwszych 20 minutach filmu. Sprawne, sensacyjne kino, z domieszką dreszczowca. Polecam.
Rzadko mam przyjemność oglądać film z gatunku, którego nie lubię i miec z tego świetną zabawę. Jeszcze rzadziej mój zorany mózg jest w stanie przeskoczyć w tryb zaskoczenia "nie wiem co będzie za chwilę" :) Stało się tak dzięki temu obrazowi. Jest to wersja kinowa serialu pod tym samym tytułem (po polsku "Rozgrywki") produkcji BBC z 2003 roku. Akcję przeniesiono do Stanów Zjednoczonych, Londyn został zamieniony na Washington i... Pierwszą rzeczą o jakiej pomyślałem kiedy zobaczyłem napisy "jak do cholery mam zachęcić do obejrzenia filmu nie zdradzając za wiele?". Chore? Możliwe, ale to naprawdę kawał dobrego kina politycznego. Zacznę jak w szkole średniej. Pewnej nocy ginie czarny mężczyzna (właściwie dzieciak :), raniony zostaje świadek morderstwa. Cal McAffrey (Russell Crowe) jest reporterem Washington Globe i wziął tę sprawę, by opisać ją dla dziennika. Dzień później pod kołami metra ginie Sonia Baker, która pracowała w komisji śledczej (napisałem tak dla ułatwienia) dla kongresmena Stephena Collinsa (Ben Affleck). Polityk podczas kolejnego posiedzenia nad sprawą PointCorp, poinformował uczestników (w tym media), że Baker nie żyje. Uronił dwie łezki, co z miejsca media wzięły za dowód romansu. W tym samym czasie Washington Globe ma nowego właściciela i tym samym zostały wprowadzone zmiany. Jedną z nich jest bloggerka (duży plus za poprawność językową w napisach) Della Frye (Rachel McAdams), która zajmuje się politycznymi plotami - a najnowszym tematem jest romans kongresmena z podwładną. Cal prowadząc swoje śledztwo wziął numery telefony z komórki czarnego denata i zaczął dzwonić. Pod jednym z numerów odezwał się automat zgłoszeniowy Soni Baker. Della i Cal zaczynają współpracować (właściwie Della uczy się :). Nawet nie wyobrażałem sobie, by zrealizować film kinowy na podstawie tego serialu. Wyszło po prostu znakomicie. Polecam.
Clyde Shelton (Gerard Butler) wraz z rodziną zostaje zaatakowany we własnym domu. Pobity i skrępowany jest świadkiem gwłatu i morderstwa swojej żony. Małoletnią córkę Clyde'a napastnicy też mordują. Mija rok. Sprawa toczy się w sądzie. Zespół prokuratora generalnego ułożył się z mordercą i za zeznania obciążające jeden ze sprawców napaści ma znacznie łagodniejszy wyrok. Czarnoskóry Nick Rice (Jamie Foxx) prokurator - karierowicz nie bierze spraw, w których może przegrać. A gdzie przegrana jest pewna idzie na ugodę. Clyde jest w szoku, kiedy Nick go poinformował, że sprawa została już załatwiona i w zasadzie nie będzie rozprawy. Mija 10 lat. W celi śmierci siedzi jeden z napastników na rodzinę Sheltonów. Po automatycznym uruchomieniu mechanizmu wstrzykującego truciznę, rozpętuje się koszmar. Mężczyzna kona w mękach.
Parę chwil później drugi zawodnik - morderca zostaje... wyeliminowany. Informacja dla widzów: film jest adresowany do nastolatków, więc nie oczekujcie brutalnych scen, ani rozsądku w fabule. Clyde Shelton trafia do aresztu jako podejrzany o dwa morderstwa. W rozmowie z Nickiem mówi, że przyzna się do popełnionych czynów jeśli zostaną spełnione jego warunki. Oczywiście nie są i giną kolejne osoby, tym razem związane z wymiarem sprawiedliwości. Koncept nie jest oryginalny, wystarczy przypomnieć sobie "Życzenie śmierci". Jednak tutaj główny bohater jest odrobinę bardziej inteligentny i bardziej zdeterminowany. Film jak wspomniałem jest adresowany do nastolatków, zatem nie można oczekiwać realizmu - tylko niedomówień, odjazdy kamerą kiedy coś się ma dziać okrutnego. Drugim mankamentem, że jest to SPOJLER SPEJS film propagandowy - SYSTEM ZAWSZE WYGRYWA, zwłaszcza kiedy Afroamerykanie trzymają ster władzy. Przy okazji o rasiźmie już nie muszę wspominać, co prawda oczekiwałbym tego po Spike'u Lee a nie po F. Garym Gray'u (chociaż ten współpracował z Ice Cube, więc mogło mu się nieco rzucić na poglądy). Film jest interesujący, prawie dobry :D Ale... Zawsze musi być jakieś ale, nie? :) Brak konsekwencji. Przez 3/4 filmu "good guys" nie potrafią dać sobie rady z jednym człowiekiem i kimś z zewnątrz, a w ostatnich minutach filmu wszystko pasuje do siebie i nagle wszyscy CI DOBRZY CHRONIĄCY SYSTEM mają przebłyski geniuszu. Jeśli pojawi się wersja alternatywna trzymająca się założeń filmu od początku do końca polecę. Teraz uprzedzam, jest to strata czasu.
Jest to niemiecka produkcja, choć początkowo wziąłem ją za kanadyjską. Żeby nie było, by niemiecki film był wyznacznikiem przeciętności :) zaznaczam tylko ten fakt. Pomysł na scenariusz fajny, jego realizacja nawet ujdzie. Aktorzy od biedy dali radę. Zabrakło dobrego operatora, dźwiękowca i kogoś kto by nad tym wszystkim zapanował. Czasem ogląda się jakiś dreszczowiec, który ma wszystko klimat, zdjęcia, muzykę, a i tak jest do dupy, bo ktoś nie dopracował scenariusza (bo thriller to samograj, postraszymy i jakoś zleci do końca :). Co można zrobić kiedy ma się odwrotnie? Wrzucić na luz i nie oczekiwać za wiele :) Nick i Celia chcą wyjechać do USA. Celia z wyjazdem wiąże swoją przyszłość. Nick chce uniknąć kłopotów. Jednak już na samym początku kłopoty, a konkretniej jego przeszłość znajduje go. W akcie desperacji (i głupoty) napada na przydrożny sklep. Terroryzując dropsami dzieciaka za kasą kradnie pieniądze z kasy. Pech chciał (chociaż pech to drugie imię Nicka), że w momencie przygłupiej gadki wchodzi policjant. Podczas szamotaniny policjant zostaje postrzelony z własnej broni. Nick ucieka, kiedy Celia dowiaduje się co zrobił jej chłopak chce wysiąść. Podczas szamotaniny lądują w rowie. Zostawiając samochód, idą do najbliższego domu. W środku znajdują Victora, którego krępują. Chcą "pożyczyć" samochód i udać się na lotnisko według planu. W tym czasie przyjeżdża policja, konkretnie Spezialeinsatzkommando, w pościgu za Nickiem po incydencie w sklepie. Nick próbuje swoim małym rozumkiem przechytrzyć policję. Prawie mu to wychodzi. Prawie, bo Victor okazuje się być kimś innym niż go początkowo wziął. Niestety jest to półtoragodzinny film. Dałby się lżej znieść ten obraz, gdyby trwał góra godzinę. Pomysł i rozwój akcji jest interesujący. Ale nic ponadto.
W jednej scenie spodobał mi się zwrot "cut the point" :)
Btw. z moich obserwacji wynika, że postać Nicka nie jest do końca zmyślona. Trudno w to uwierzyć, ale są tak głupi ludzie :D
Jiney jest studentką sztuk pięknych. Zajmuje się głównie fotografią. Mimo iż wygrywa kolejny konkurs nie jest z siebie zadowolona. Ma dobre oko, potrafi znaleźć temat i nieźle go uchwycić, ale dla niej własne zdjęcia nie mają tego co by sprawiło, że spodobałyby się jej. Jej matka leci do USA na miesiąc w interesach. Tak, tak dobrze kombinujecie :) Sporo wydarzy się podczas jej nieobecności. Jiney będąc świadkiem wypadku samochodowego odwraca się. Chwilę później wyciąga aparat z torby i robi zdjęcie potrąconej kobiecie. W urządzonej w domu w ciemni wywołuje zdjęcie. Pierwsze zdjęcie, które jej się podoba. Jej przyjaciółka Jas twierdzi, że jest niewyraźne. Studentka zaczyna obsesyjnie szukać śmierci koło siebie. Zabijane kurczaki na targu, potrącone zwierzęta. Wszystko co jest martwe albo dopiero co zmarło jest przyciąga jej obiektyw. Pewnego dnia jest świadkiem samobójstwa. W krótkich retrospekcjach poznajemy jej tragedię z dzieciństwa. W międzyczasie chłopak uczestniczący w tych samych zajęciach próbuje ją poderwać. On dla odmiany zajmuje się filmowanie wszystkie wokół a najchętniej Jiney. Pewnego dnia Jiney na wycieraczce znajduje kasetę vhs z napisem "obejrzyj". Nie zakwalifikowałbym tego filmu do horroru (brak elementu nadprzyrodzonego), prędzej do dreszczowców. Nie mniej jednak trochę może postraszyć (uwaga wrażliwi są drastyczne sceny). To co wyróżnia tę produkcję to świetne ujęcia. Dobrze dobrana muzyka... w sumie znaki rozpoznawcze Pang Brothers. Konsultantem w zakresie fotografii był(a) Hung Fei, niestety nie udało mi się nic znaleźć na temat tej osoby. Film polecam głównie dla walorów estetycznych. Naprawdę kawał świetnej roboty. Co do fabuły, jest już mniej porywająca.