krótko o filmach jakie obejrzałem, czasem o mnie.
Blog > Komentarze do wpisu
The Punisher: strefa wojny.
oryg. The Punisher War Zone link strona filmu link



The Punisher: strefa wojny jest trzecią, pełnometrażową ekranizacją komiksu. Właściwie komiksowej serii. W pierwszej z 1989 roku z Dolphem Lundgren komiks polskiemu czytelnikowi nie był jeszcze za bardzo znany (uściślając w ogóle, pierwszy zeszyt został wydany w czerwcu 1990 roku). Był to jak na ówczesną kinematografię mocny obraz, ale nie aż tak. W latach 80tych w brutalnych filmach akcji królował sadyzm. Czemu ten się zapisał w pamięci? W gruncie rzeczy to przecież uwspółcześniona wersja Życzenia śmierci (Charles Bronson wcielił się w dilera śmierci pięciokrotnie - po prawdzie więcej, ale mam na myśli tę niecodzienną serię). No tak ale czy nie ma lepszego pomysłu na faceta mszczącego się na przestępcach za stratę rodziny? W sumie jest to tylko pretekts, usprawiedliwienie tego co w większości widzów siedzi "oko za oko" (uproszczona wersja 196 paragrafu prawa Hammurabiego - Jeśli obywatel oko obywatelowi wybił, oko wybiją mu). W sumie większość przyklaśnie takiego "pomyleńcowi". "Życzenie śmierci" i "narodziny" Punishera przypadają na ten sam rok (1974).
Pierwsza ekranizacja nie odniosla sukcesu, podobnie jak pozostałe. I nie ma co się dziwić. Jak tu kibicować draniowi który morduje przestępców. Chyba tylko dlatego, że to tylko fikcja.
Kolejna odsłona z 2004 roku, z Thomas Jane w roli Pogromcy (tak początkowo był tłumaczony przez wydawnictwo TM-SEMIC Punisher - "ten co karze"), okazała się lepszą wersją, ale też była w zupełnie innym duchu. W końcu inne czasy dla kina. Jednak to jeszcze nie było to. Krótki metraż z 2005, był prawie tym czymś z oryginalnymi postaciami... ale jeszcze nie to. I w 2008 roku pojawił się w Strefie wojny, aktor znany głównie z roli w Rzymie jako Tytus Pullo - Ray Stevenson. W chwili obecnej jest to najwierniejsza ekranizacja Punishera. Niestety tym samym skazana na ostrą krytykę.
Komiks charakturyzuje się niezwykłą konsekwencją w stosunku do przestępców i wyjątkowym okrucieństwem. Co czyni postać Franka Castle'a aka Punisher przysłowiowym mieczem. "Qui in gladio occiderit, oportet eum gladio occidi" (Apokalipsa św. Jana)... chociaż w kraju tak religijnym jak nasz mało kto zna "Converte gladium tuum in locum suum: omnes enim, qui acceperint gladium, gladio peribunt" (Nowy Testament). Czemu popisuję się swoją wiedzą? :) Ano, Frank Castle zależnie od wersji historii był w seminarium nim wstąpił do wojska i został specem od sztuk walki, taktyki, partyzantki i pomysłowością w odbieraniu żywota zbirom :D
W tej ekranizacji nie poznajemy genezy powstania postaci. Ot tam, takie króciutkie retrospekcje. Od czasu, kiedy zabili mu żonę i dwójkę dzieci dostał świra i biega za złoczyńcami. O tyle jest ciekawiej, że przyjmuje ich taktykę. Jest równie a czasami brutalniejszy od nich. I to jest w tym filmie. Pierwsza akcja Pogromcy to kilka trupów nim padnie pierwszy strzał poraża brutalnością, gdyby to był horror byłoby to pewnie łatwiejsze do przełknięcia. Frank Castle jako jeden z niewielu bohaterów komiksowych ze świata Marvela jest zwykłym człowiekiem. Nie żadnym mutantem. Kieruje się prostą zasadą wojskową w strzelaniu - kiedy obiekt jest daleko dwa strzały w korpus jeden w głowę, gdy obiekt jest bliżej odwrotnie. Trzeba dodać, że w filmie nie posługują się pukawkami jakie ma na wyposażeniu nasza policja. Z punktu widzenia anatomicznego jest ok, z punktu widzenia prawdopodobieństwa i balistyki już trochę gorzej :)
Fabuła. Punisher jest w trakcie trwającej już pięć lat wendetty (sześć lat od zamordowania jego rodziny). Podczas wykańczania mafijnej rodziny Gaitano Cesare "przegapił" pięknego Billy'ego Russoti, który zbiegł do swojej kryjówki ciesząc się, że Frank odwalił za niego robotę i będzie mógł teraz przejąć cały interes. Castle jednak dzięki lokalnemu glinie jedzie za nim do jego kryjówki gdzie urządza mu okaleczenie buźki. Podczas akcji zabija tajniaka.
Frank ma wyrzuty sumienia, że zabił jednego z tych dobrych. Tym bardziej, że osierocił córkę agenta. Micro (komiksowy współpracownik Punishera, ciekawa postać, jednak w filmie nie została w ciekawy sposób wyeksploatowana ani nawet nakreślona) mówi mu, że na wojnie zawsze są straty. W tym samym czasie Billy Russoti odzyskuje zdrowie, ale nie twarz (dosłownie) jest tak szakaradny, że wymyśla sobie przydomek Jigsaw (Układanka). Uwalnia swojego psychicznego brata, by wraz z nim zemścić się na Punisherze. Nim jednak dokonają swojej zemsty chcą odzyskać pieniądze... i udają się do wdowy po zabitym przez Franka agencie.
W międzyczasie rosyjska mafia chce przemycić do Nowego Jorku biologiczną broń... a ma im to umożliwić Jigsaw.
Współpracownik zabitego agenta zostaje przydzielony do lokalnej policji, by dorwać naszego "bohatera".
Film jest brutalny i krwisty. Ścieżką dźwiękową jest rockowa muzyka (choć lepiej powiedzieć metalowa: Slayer, Slipknot, Hatebreed, Static-X).
Polecam, chociaż zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy lubią takie "huczne" filmy :D
sobota, 04 lipca 2009, latajacy_talerz
Tagi: film